Bitcoin to najbardziej znana i ceniona kryptowaluta. Pojawiają się jednak wątpliwości co do realnej wartości jaką stanowi. Wróżenie końca bitcoina to jak przepowiednie z końcem świata. Wiele ich było, jednak żadna się nie sprawdziła. Teraz do walki wkroczył rząd i banki. Ale jak to jest z tym bitcoinem? Moim zdaniem opinie „wróżbitów” (tych za i przeciw) są poniekąd słuszne, natomiast instytucji finansowych – nie.

Co kształtuje cenę bitcoina?

Bitcoin w porównaniu do tradycyjnego pieniądza posiada swoją wartość określaną wyłącznie na podstawie mechanizmów rynkowych. Sam zapis w łańcuchu bloków to zaledwie cyferka – podobnie jak w tradycyjnym pieniądzu. Jednak w porównaniu do walut FIAT (fiducjarnych – tradycyjnych), rządy i instytucje finansowe nie są w stanie bezpośrednio kreować wartości bitcoina. Ilość monet jest z góry określona, co wymusza tzw. presję deflacyjną. Upraszczając cały mechanizm – na giełdzie znajdują się 2 tabelki. Jedna to kupujący, druga to sprzedający. Cena zależy wyłącznie od popytu i podaży, czyli zależności między jedną tabelką, a drugą. Jeśli więcej osób chce kupić bitcoina niż sprzedać, to jego cena automatycznie idzie w górę – sprzedawcy wykorzystują trend i podnoszą ceny. Z drugiej zaś strony, jeśli więcej osób chce sprzedać bitcoina niż kupić, to cena spada. Wszystko to dzieje się zależnie od różnic w ilości sprzedaż/kupno i głębokości rynku. Cenę ku górze popycha również ograniczona liczba monet.

Po co bitcoin został stworzony?

Aby przechowywać wartość, czyli nienaruszalny zapis. Ponieważ spełniał cechy „pieniądza” przyjęło się, że powinien służyć jako środek płatności. I tak wiele firm zdecydowało się na wdrożenie bitcoina przy płatnościach. Zrobił to Microsoft, Valve, a nawet nasze pyszne.pl. Miało to zapewnić ciągłość w obrocie bitcoinem (i zapełnić te dwie tabelki na giełdzie).

Miałoby to sens. Bitcoin byłby wykorzystywany nie tylko jako pieniądz, ale i bramka płatności, pomijając w tym m.in. banki i systemy obsługi płatności. Ale tak nie jest! Na ten moment bitcoin nie służy do wykonywania transakcji, a wszystko przez absurdalnie drogie i strasznie czasochłonne „przelewy”. Przesłanie środków potrafi zajmować nawet kilka godzin… Nie jest to jednak najważniejszy problem. Większość sklepów zdecydowała się akceptować transakcje już podczas nadejścia pierwszego potwierdzenia, czy nawet po samej inicjalizacji płatności. Problemem pozostał jednak koszt takich operacji. Pierwotnie tani koszt wysłania środków był istotną zaletą, ale podczas gdy cena bitcoina poszła w górę, za transakcje trzeba płacić ciężkie pieniądze.

Niektórzy jako wadę wymieniają duże wahania kursu. Jednak moim zdaniem to jest totalnie bez znaczenia, jeśli samego bitcoina wykorzystywałoby się jedynie jako bramkę płatności. Przecież w chwili zamiany waluty FIAT na bitcoina (10-20 sekund), kurs nie zmieni się o 100% 🙂 (Inaczej jest, gdy chcemy go trzymać na dłużej i wydawać)

Dlaczego w porównaniu do złota wartość bitcoina ciężko wycenić?

Złoto jest przede wszystkim surowcem. Oprócz wymiany można je wykorzystywać np. do jubilerstwa, czy wytwarzania elektroniki. Legenda głosi, że złoto jest towarem deflacyjnym – podobnie jak bitcoin. Ja jednak wychodzę z założenia, że i tutaj kwestia podejścia. Jestem oczywiście daleki od wszelkich teorii spiskowych, ale odnalezienie większego złoża złota, które dotąd było nieznane jest jak najbardziej możliwe. Co prawda wydobycie go zmniejszy ilość dostępną na ziemi, ale samo odnalezienie złoża ma wpływ na cenę i może wystąpić presja inflacyjna (równie dobrze możemy założyć, że politycy w nieskończoność też nie będą zwiększać inflacji). Jednak jakkolwiek by tego nie rozumieć, złoto jest i prawdopodobnie będzie wykorzystywane w przemyśle (w sposób bezpośredni, jako zasób). Bitcoinowi zdecydowanie brakuje funkcjonalności.

Czy to oznacza, że bitcoin może być nic niewarty?

Zdecydowanie nie. Wartość określają nabywcy i sprzedawcy. To, czy jest to wyłącznie nieśmiertelny zapis w łańcuchu bloków, czy drogie auto zbudowane z prawdziwych namacalnych przedmiotów nie ma tu znaczenia. Zdarzają się przecież przypadki, gdy za np. stary znaczek pocztowy ktoś jest w stanie zapłacić nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, podczas gdy jego koszt wyprodukowania to zaledwie kilka groszy. Tutaj podobnie jak w przypadku bitcoina. Cena zależy wyłącznie od tego, za ile ktoś będzie mi to w stanie odsprzedać. Niewielka ilość znaczków sprawiła, że jest to towar bardzo pożądany, podobnie być może będzie w przypadku bitcoina, gdzie monet będzie tylko 21 milionów.

Czy bitcoin jest skazany na porażkę?

Nie. Mechanizm jest ciągle ulepszany i być może kiedyś znikną problemy, o których wspominałem. Czas szybkości transakcji na pewno da się poprawić, podobnie jej koszt (chociaż to mogłoby być nieuczciwe dla tzw. górników). Jednak bitcoin nigdy nie ominie bariery braku funkcjonalności, niczym złoto w przemyśle.

Jak bitcoin ma się do pozostałych kryptowalut?

Oprócz bitcoina powstały tysiące alternatyw. Wiele z nich jest tylko bezużyteczną kopią bitcoina ze zmienionymi parametrami. Są też takie, które wprowadzają coś nowego. Niektóre z nich udostępniają łańcuch bloków do wymiany informacji i tworzenia na bazie ich zdecentralizowanych aplikacji (tzw. dappsów). Są to kryptowaluty takie jak ethereum czy Lisk (jeszcze nie działa jako platforma). Istnieją także kryptowaluty, których założeniem jest wytwarzanie kapitału za pomocą sprzedaży przestrzeni dyskowej – niczym Google Drive, czy Dropbox. Są to m.in. StorJ i SiaCoin. Jest też projekt stworzenia zdecentralizowanego internetu, szyfrując zawartość i dzieląc pośród użytkowników (tak działa np. MaidSafe).

W danym momencie to jednak bitcoin jest wyznacznikiem wartości w świecie kryptowalut i to na jego podstawie przekładana jest cena każdego altcoina (inne kryptowaluty) na dolar i pozostałe waluty FIAT. Być może kiedyś to się zmieni i jego miejsce zastąpi którakolwiek z kryptowalut „funkcjonalnych”.

Czy tradycyjny pieniądz jest lepszy od bitcoina?

Nie. Załóżmy, że pewien bank zlecił namalowanie tylko 10 firmowanych (unikalnych np. na 100 lecie banku) obrazów znanego malarza. Te 10 obrazów okazało się, że wyceniane są przez chętnych do zakupu na milion dolarów każdy. Bardzo szybko się sprzedały. Każda z osób, które kupiły obraz miała zamrożone aktywo, którego cena rynkowa (na podstawie ofert) oszacowała się na konkretną kwotę. Z czasem obrazy mogłyby tracić lub zyskiwać na cenie – zależnie od chętnych na odkupienie takiego obrazu. Bank jednak postanowił zlecić namalowanie miliona podobnych obrazów. W taki właśnie sposób ludzie, którzy kupili te 10 obrazów zostali w pewien sposób oszukani, a obrazy za które wydali po milion dolarów, straciły na wartości przez manipulacje banku ich ilością i dostępnością. Podobnie jest z gotówką. Banki na zlecenie rządu dodrukowują pieniądze, przez to te na które ciężko pracowaliśmy tracą na wartości. Obrazy zrażając się do sprzedawcy moglibyśmy kupić u kogo innego, a na pieniądze banki i rząd mają monopol. Kryptowaluty to zdecentralizowane oprogramowania umożliwiające przechowywanie wartości bez ingerencji osób trzecich.

Podsumowanie

Bitcoin, tak samo jak pozostałe kryptowaluty jest czymś, do czego każdy powinien podchodzić z ostrożnością. Nie należy jednak słuchać i wierzyć bezgranicznie rządom, bankom i wszelkim instytucjom finansowym ostrzegającym przed kryptowalutami. Trzeba brać pod uwagę na przykładzie naszych obrazów, że będą oni robić wszystko, żeby dalej wykorzystywać nieuczciwy system finansowy. Niezależnie od tego czy kryptowaluty są lekiem na całe finansowe zło czy zwykłą bańką, która w końcu pęknie, nie powinniśmy dawać możliwości decydowania za nas innym. Gdyby Kolumbowi ktoś powiedział, że wypłynięcie na ocean to zbyt duże ryzyko i mu nie pozwolił, to pewnie nie odkryłby Ameryki. Odnosząc się do analogii, nie powinniśmy dawać rządom i bankom decydować na co wydajemy swoje pieniądze i czy możemy ponosić ryzyko. Niech każdy robi to z głową i pewnym umiarem – ustalonym samodzielnie.